Adam Jarubas w rozmowie z Justyną Dobrosz-Oracz: “Rekonstrukcja rządu to rozpaczliwa próba ratowania reputacji Polski”
10 stycznia 2018
Medpat – postępowy projekt Wydziału Lekarskiego i Nauk o Zdrowiu
12 stycznia 2018

Moja naiwna nadzieja

Badania opinii publicznej pokazują, że generalnie Polacy są zadowoleni. Patrząc przez pryzmat spraw indywidualnych – a przecież tak większość z nas patrzy – mają powody: po okresie kryzysu gospodarka światowa, a więc i polska ruszyła, bezrobocie spadło, na rynek trafiło więcej pieniędzy, ludziom żyje się lepiej… Nie ma wielu powodów do narzekań.

Ale jeśli popatrzymy przez pryzmat tego, co w 2017 roku działo się w polityce państwowej, we władzach centralnych, to obraz rysuje nam się raczej w ciemnych barwach. Jest wiele obszarów które mnie, jako samorządowca, niepokoją. Postępująca degradacja systemu władzy, który miał gwarantować trójpodział i równowagę władz ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, każdego, kto patrzy nieco szerzej niż tylko przez pryzmat własnej kanapy – musi niepokoić. Podobnie jak próby majstrowania przy samorządach. Czy to poprzez przejmowanie ich zadań i kompetencji (wojewódzkie fundusze ochrony środowiska, infrastruktura przeciwpowodziowa, świadczenia rodzinne i wychowawcze… – instytucje i zadania za które dotychczas odpowiadał samorząd województwa, a teraz przejęte wojewodów), czy też poprzez ruchy przy ordynacji wyborczej, podporządkowujące Państwową Komisję Wyborczą Ministrowi Spraw Wewnętrznych. To nie nasuwa to dobrych skojarzeń.

Co my na to? Niezależnie od zawirowań na górze, które czasami rykoszetem, a czasami bezpośrednio uderzają w samorząd, staramy się – jak to sugerował nieodżałowany Wojciech Młynarski – robić swoje. Jesteśmy już po uchwaleniu budżetu samorządu województwa na 2018 rok. Zapisaliśmy w nim budowę dziesięciu obwodnic świętokrzyskich miast i miasteczek. Nie trwonimy pieniędzy. Budżet ma charakter proinwestycyjny – po raz pierwszy pod względem poziomu wydatków majątkowych jesteśmy na czwartym miejscu w kraju wśród innych województw. Prawie 60 proc. pieniędzy w budżecie na 2018 r. pójdzie na finansowanie inwestycji. Rusza np. budowa nowego mostu na Wiśle w Nowym Korczynie. Ten proces uruchamiania kolejnych budów trwa od lat. Jeśli ktoś obiektywnie zechce popatrzeć na Świętokrzyskie sprzed dekady i obecnie – to musi przyznać, że to już jest zupełnie inny region. Zarówno pod względem infrastruktury, jak i jakości życia, a także indywidualnej zamożności jego mieszkańców. Zmiany widać na każdym kroku.

Tym bardziej niezrozumiała jest ogromna nieufność ze strony władz centralnych do samorządów i władz regionalnych. Nieufność połączona z lansowaną centralnie tezą, że samorządy nie mogą dobrze sprawować władzy. Zdaniem centrali samorząd jest skorumpowany, a w najlepszym wypadku nieudolny. Że rządzić można tylko z Warszawy. Rządzić twardą ręką, nie pytając ludzi o zdanie – bo przecież na tym opiera się istota samo – rządu. Tak właśnie dobre rządzenie wyobraża sobie prezes Jarosław Kaczyński. Człowiek, który wyrósł w czasach rządów monopartii i tylko takie rządy uznaje za skuteczne. Z jedną zmianą – nieboszczkę PZPR zamienił na swoje PiS. I wykorzystując wszystkie, dozwolone i niedozwolone chwyty, dzień po dniu buduje swoje imperium. „Silną Polskę”, PRL – bis. Choćby się od tej nazwy nie wiem jak odżegnywał, w istocie tak właśnie jest.

Też jestem za silną Polską. Ale inaczej tę siłę rozumiem. To nie ma być Polska „silna” służbami – policją, strażą leśną, prokuraturą działającą na polityczne zlecenie, podporządkowanymi władzy centralnej sądami. To ma być Polska silna swoimi obywatelami – ich inicjatywami, ich przedsiębiorczością, ich chęcią do pracy na rzecz dobra wspólnego.

Wciąż jednak mam – być może naiwną – nadzieję, że mimo wszystko w każdym z nas jest przeświadczenie, że wszyscy pracujemy dla dobra wspólnego. Że nie tylko po to, by wyrwać dla siebie i postawić na swoim. To pozwala mieć kolejną – może równie naiwną – nadzieję, że w tym wyborczym roku nie pozabijamy się – mentalnie oczywiście, choć rywalizacja będzie pewnie bardzo ostra. Chcę wierzyć, że będzie to walka na argumenty merytoryczne, a nie sprowadzi się do ataków ad personam.

Mówię to w odniesieniu do zapowiedzi jednego z przedstawicieli obozu władzy, który raczył stwierdzić, że w „Urzędzie Marszałkowskim potrzeba świeżej krwi”. Jeśli przez „świeżą krew” rozumieć nowe idee i pomysły, to tak, zgoda. Tego nigdy za wiele. W tym przypadku jak sądzę chodziło raczej o „upuszczenie” komuś krwi. To zła rywalizacja. Taka, która wszystko niszczy, a nic pozytywnego nie kreuje. Mam nadzieję, że mimo wszystko uda nam się przejść przez 2018 rok bez politycznego awanturnictwa w postaci „upuszczania krwi”, „obrzucania błotem” i innych podobnych metod politycznej walki.