„Dwujęzyczne Świętokrzyskie”. Młodzież wymiata! Szacun!
15 listopada 2018
Mamy to! Europejskie Centrum Bajki się rozrasta
21 listopada 2018

Afera a la PiS, czyli nie ma winnych, wszyscy święci

A miało być tak pięknie… Przejrzystość w działaniu, ściganie aferzystów i nieskazitelni politycy. Morale przez duże M, bo przecież – jak naucza prezes – do polityki nie idzie się dla pieniędzy. A więc polityczna wiarygodność, jakiej podobno do tej pory w naszym życiu społeczno – politycznym brakowało. Bo „tamci” to byli złodzieje, a my – z PiS-u – to chodząca cnota… Bo „wystarczy nie kraść”.

To teoria. A rzeczywistość? Ta, jak to ma w zwyczaju, skrzeczy: Gigantyczne premie dla ministrów cichaczem przyznane przez premier Beatę Szydło, bo „nam się należały”. Obsadzanie spółek Skarbu Państwa krewnymi i znajomymi królika na niespotykaną wcześniej skalę. Miliardy, które jakimś cudem wypłynęły ze SKOK-ów. Jest wreszcie mianowany przez Prawo i Sprawiedliwość przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, który składa właścicielowi prywatnego banku propozycję na kilometr pachnącą korupcją. A przy tym szantażujący go groźbą odebrania mu banku za symboliczną złotówkę, bo takie plany ma członek KNF, nominowany przez Prezydenta RP.

Czy w grę wchodzi tu 40 mln zł liczone od wartości banku, czy 13,8 mln zł jako procent od zysku – nie ma żadnego znaczenia. Chodzi o sam mechanizm, obrzydliwy w swej prostocie: ocalisz swoją własność, jeśli odpalisz co nieco. To ten sam mechanizm, według którego działają gangi „ochroniarzy”: nie spalimy ci domu, jak zapłacisz. Tyle, że tu mamy do czynienia z wysokiej rangi urzędnikiem, szefem instytucji, która stoi na straży bezpieczeństwa pieniędzy milionów Polaków. To tak, jakby szefem policji mianować gangstera.

Premier Morawiecki zadziałał szybko, najwyraźniej wymuszając na szefie Komisji Nadzoru Finansowego dymisję. Nie sposób jednak nie zauważyć, że o sprawie dowiedział się z gazet. A czy to przypadkiem nie ten sam premier i nie jego partyjni towarzysze od kilku lat nie przestają oskarżać poprzedniej władzy o brak nadzoru nad Amber Gold? Nawet jeśli w dużej mierze słusznie, to czy nie należałby najpierw samemu pomyśleć o właściwym nadzorze nad systemem finansowym ze swój strony?

Bo nie jest tak, jak chcieliby politycy PiS, że owa dymisja sprawę kończy. Że nie ma winnych, wszyscy święci. Otóż nie. Sprawa jest zbyt dużego kalibru, by potulnie zgodzić się z tłumaczeniami, wedle których to tylko wybryk nieodpowiedzialnego urzędnika. O zbyt duże pieniądze chodzi, zbyt dużo grubych ryb mogło być blisko. Trzeba to zbadać, do trzewi wyjaśnić. I nie trzymać się przy tym rady jednego z czołowych PiS-owskich publicystów, by „dobra zmiana” znacznie uważniej dobierała sobie teraz rozmówców i generalnie „uważała”. Co to miałoby znaczyć: że róbcie dalej swoje, tylko bardziej się pilnujcie? No, mam nadzieję, że nie. Ale ręki za to nie dałbym sobie uciąć.

A tak na marginesie – gdy PiS przejął władzę w kraju, nasłał na 16 urzędów marszałkowskich kontrolę Centralnego Biura Antykorupcyjnego.  Kontrolę, która trwała 9 miesięcy. Bo jak w serialu „Ranczo” – miała trwać aż do skutku. Skutek okazał się mizerny – nic kompromitującego nie udało się znaleźć. Może gdyby CBA poszukało trochę bliżej, np. w Komisji Nadzoru Finansowego, efekty byłyby lepsze? Szuka teraz, jak już mleko się wylało…

Jaki obraz Polski i jej rynku finansowego pokazuje ujawniona afera? Jakie – w powiązaniu z destabilizacją systemu prawnego – sygnały wysyła światu?  Wykraczamy tu już poza kwestie  polityki wewnętrznej, partyjnej walki o władzę, a wchodzimy w obszary polskiej racji stanu – stanu gospodarki i bezpieczeństwa finansowego. A to są już kwestie znacznie poważniejsze. To wizerunkowe straty, których nie da się odbudować choćby najpiękniejszym filmem na okoliczność 100-lecia Niepodległości. Światowy rynek finansowy nie jest podatny na emocje. Dla zagranicznych inwestorów liczy się tylko zimna kalkulacja i równie chłodna ocena stabilności polskiego rynku. Dziś ta ocena wypada bardzo mizernie. Pokazaliśmy oblicze rodem z republiki bananowej.