Zapraszamy na Świętokrzyskie Dożynki Wojewódzkie – wideo
30 sierpnia 2017
Bez rolników nie ma i nie może być zdrowego i silnego państwa – dożynki wojewódzkie w Masłowie
4 września 2017

Przed pierwszym, zreformowanym dzwonkiem

Ludowe porzekadło mówi „piątek zły początek”. Najwyraźniej minister edukacji nie chciała pogarszać sprawy i pewnie dlatego rozpoczęcie zreformowanego roku szkolnego przerzuciła na poniedziałek…

Dawno już perspektywa pierwszego szkolnego dzwonka nie budziła tyle obaw, co w tym roku. Co prawda według goszczącej w Kielcach wiceminister Marzeny Machałek, z reformą edukacji wszystko jest w porządku (tzn. wg. pani wice żaden nauczyciel nie straci pracy, nie ma problemów z podręcznikami, nie ma też w szkołach konieczności prowadzenia lekcji na dwie zmiany), ale – niestety – nie wszyscy są tego samego zdania. Zdaje się, że ze świętokrzyskim kuratorem oświaty włącznie.  Kazimierz Mądzik odnosząc się do kurtuazyjnej – jak to określił – wizyty pani wiceminister, przyznał, że „nikt nie musi pomagać nam w gaszeniu pożaru”. Czyli co? „Wszystko jest w porządku”, poza pożarem, który będziemy teraz gasić sami, bez rządowego wsparcia?

Według danych świętokrzyskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego pod koniec maja 203 nauczycieli z regionu odeszło z zawodu, kolejnym 515  skończyły się umowy na czas określony i w „zreformowanych” szkołach zabrakło dla nich miejsca. W zestawieniu nie ma już mowy o tych nauczycielach, którzy muszą „sklejać” etat, zbierając pojedyncze godziny po różnych szkołach. Nie ma mowy o pieniądzach, które samorządy musiały wyłożyć na przygotowanie pracowni do fizyki, chemii i biologii, czy choćby na przebudowę łazienek w budynkach byłych już szkół gimnazjalnych, tak by mogły one przyjąć najmłodszych uczniów… Koszty reformy – i finansowe, i społeczne – są bardzo duże. I tylko wciąż nie wiadomo, dlaczego musiały być poniesione. Bo rząd tak chciał? Bo reforma ma być i już?

O gimnazjach, zwłaszcza na początku ich funkcjonowania, mówiono, że rodzą problemy, zwłaszcza natury wychowawczej.  Po kilku latach okazało się, że z problemami wieku dojrzewania także i tutaj można sobie poradzić. Jednocześnie polscy gimnazjaliści zaczęli osiągać znakomite efekty w europejskich testach sprawdzających stopień rozwoju, wiedzę i umiejętności uczniów w kluczowych przedmiotach. Ten dodatkowy szczebel szkolnictwa okazał się bardzo skuteczny w wyrównywaniu szans edukacyjnych młodzieży, zwłaszcza w małych, odległych od aglomeracji miejskich środowiskach.

Wielka szkoda, że dla „reformatorów” nie miało to żadnego znaczenia. Potrzebna była zmiana dla samej zmiany. Nie pomogły protesty nauczycieli, rodziców, środowisk naukowych, związanych z edukacją. Po co słuchać fachowców od edukacji, po co słuchać suwerena, skoro rząd i tak wie lepiej. Reforma miała być i jest. Szkołom, nauczycielom, samorządom – już przyniosła kłopoty. Co przyniesie dzieciom, okaże się wkrótce.

Przeczytałem ostatnio zdanie, z którym nie sposób się nie zgodzić: „W świecie, w którym głównie umysł, a nie tylko siła mięśni, napędza gospodarkę, edukacja stała się zbyt ważna, żeby decydowali o niej urzędnicy”.  A dokładnie tak stało się w przypadku zmian, o których mówimy. Szeroko reklamowane konsultacje z zainteresowanymi środowiskami były przecież fikcją.

A tak na marginesie – w 2014 r. rząd PO–PSL zdecydował, że uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów za darmo dostaną podręczniki. Aż dziw bierze, że rząd PiS, który wywraca do góry nogami wszystko, co zrobili poprzednicy i tego nie „zreformował”…

Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On Youtube