Aktywna lekcja w pińczowskim liceum
21 marca 2017
Adam Nyk o tym jak konstruktywnie wyznaczać granice
27 marca 2017

Polexit, czyli nowe szaty cesarza (Kaczyńskiego)

Na złość babci odmrożę sobie uszy. Dokładnie według tej strategii wydaje się ostatnio postępować miłościwie nam panujący rząd PiS, uprawiając swoisty teatr absurdu w relacjach z całą resztą Unii Europejskiej. Nie trzeba było wiele czasu, by sławetny Brexit przerobiony został w krajowej i zagranicznej publicystyce na bardziej swojską mutację: Polexit. Czy prezesowi Kaczyńskiemu i jego drużynie naprawdę chodzi o wyprowadzenie Polski z UE? Sam zainteresowany twierdzi, że absolutnie nie. Ale jednocześnie robi wszystko, a przynajmniej wiele, żeby naszą pozycję we Wspólnocie znacząco osłabić. No i – niestety – osiąga na tej drodze znaczące sukcesy, szykując wszystkim Polakom spektakularne „odmrożenie uszu”…

Koncertowa klęska Polski – nie, nie Polski, tylko rządu PiS – na szczycie w Brukseli, niczego rządzących nie nauczyła. Najpierw urządzili cyrk na lotnisku, witając naręczami kwiatów wracającą ze słusznie zbolałą miną Panią Premier i wciskając „ciemnemu ludowi”, że – jak to zwykli kiedyś śpiewać piłkarscy kibice – „nic się nie stało, Polacy nic się nie stało…”.   Zaraz później nieszczęście naszej dyplomacji, czyli minister Waszczykowski, zaczął się publicznie odgrażać, że zrewiduje polskie relacje z Unią, a w ogóle to od tej pory znacznie uważniej będzie jej (tej Unii) na ręce patrzeć…  No bo to rzeczywiście skandal, żeby consensus 27 państw był ostatecznie usankcjonowany, skoro to dwudzieste ósme w ostatniej chwili postawiło się okoniem. Na dodatek z ogólnie znanej przyczyny, czyli takiej, że jeden pan nie lubi drugiego pana. A niektórym wydawało się, że nasze atawistyczne ciągoty do liberum veto, to już wyłącznie temat dla autorów podręczników historii…

Wszystko to dość dobrze wpisuje się w sławetną deklarację prezesa Kaczyńskiego, iż „nikt nam nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne”. No, faktycznie, nikt prezesa i jego świty nie przekona, że stawiając autorytet dużego europejskiego państwa na szali personalnej rozgrywki o czysto ambicjonalnym tle, dramatycznie osłabia pozycję tego kraju. Że – mówiąc wprost – wystawia Polskę na pośmiewisko. Że każe w unijnych kręgach już całkiem wprost pytać, czy rozszerzenie UE w 2014 r. nie było błędem. I całkiem wprost w oczy Pani Premier – ustami francuskiego prezydenta – powiedzieć: wy możecie mieć swoje zasady, ale to my mamy fundusze strukturalne. Czy trzeba bardziej czytelnej groźby? I czy my, jako obywatele Rzeczypospolitej, nie powinniśmy się w tej sytuacji poważnie zaniepokoić?

W ostatnich dniach ponownie słyszymy, że polski rząd Unii grozi. Tym razem – że nie podpisze tzw. Deklaracji Rzymskiej. Dokument, przygotowany z okazji 60-lecia Traktatów Rzymskich, ustanawiających wspólny rynek, ma być wyrazem woli państwo członkowskich (już bez Wielkiej Brytanii) utrzymania i wzmacniania jedności Unii Europejskiej. Tymczasem Pani Beata Szydło zastrzega, że odmówi podpisu, jeśli w dokumencie nie znajdą się ważne dla naszego kraju zapisy. Brzmi nieźle, ale o co chodzi? Ano o to, żeby deklaracja zawierała np. odniesienia do jedności UE, zapowiadała ścisłą współpracę z NATO i rozwój wspólnego rynku, który ma „łączyć, a nie dzielić”. Sęk w tym, że bardzo podobne zapisy już są w treści projektu deklaracji. Po co w takim razie to publiczne rozdzieranie szat?  Chyba tylko po to, by nikomu nie wydawało się, iż 8 marca w Brukseli to był jedynie wypadek przy pracy. Cała Unia Europejska ma się dowiedzieć, że Polska naprawdę sprawia kłopoty. Czy w tej sytuacji trzeba się dziwić, że szefowa francuskich nacjonalistów, Marine Le Pen, publicznie skierowała do Jarosława Kaczyńskiego zaproszenie do wspólnego rozmontowania UE? Wszak już od starożytności wiadomo, że nie po słowach, a po czynach powinniśmy oceniać. Więc Pani Le Pen słusznie stwierdziła, że nie będzie zwracać uwagi na to, co Pan Kaczyński mówi (że murem za Unią), ale raczej na to, co robi. A robi wszystko, by Polskę w Unii, a przy okazji i całą Unię, osłabić.

Polski rząd na użytek wewnętrznej, krajowej propagandy, stroi się w piórka obrońcy zasad, strażnika europejskiej demokracji, orędownika praw narodów itd. Klakierzy tego rządu, włączając w to np. dyspozycyjne media, prezentujące przewodniczącego Rady Europejskiej, Polaka, w mundurze Wehrmachtu, krzyczą na prawo i lewo, jakie te szaty są piękne. To też znamy z historii. Niejaki Jan Christian Andersen napisał nawet na ten temat bajkę. W tej bajce znalazł się jednak w końcu ktoś, kto odważył się wykrzyczeć: król jest nagi!

Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On Youtube